niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział V

   Wzięłam Matta za rękę i poszliśmy do parku. Po drodze trochę rozmawialiśmy, ale jeszcze mu nie wspomniałam, że jest tu Joe. Pospacerowaliśmy chwilę i postanowiliśmy usiąść na jednej z ławek i porozmawiać. Musiałam mu o wszystkim powiedzieć, wiedziałam, że to przyniesie mi ulgę.
-Matt, muszę ci o czymś powiedzieć-zaczęłam niepewnie.
-Mów. Wiesz, że zawsze będę cię wspierał i próbował pomóc-zachęcał.
-No bo widzisz, okazało się, że Joe chodzi do tej samej szkoły co ja. To piekło zaczyna się od nowa-po tych słowach z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Nawet nie próbowałam ich zatrzymać, bo wiedziałam, że to i tak nic nie da. Mój przyjaciel mocno mnie przytulił.
-Spokojnie Evie. Będzie dobrze. Jestem pewien, że dasz sobie radę. Jesteś silna-mówił spokojnym głosem.
-Przecież wiesz, że nie będzie dobrze. Wiesz, że jeżeli to szybko się nie skończy znów zacznę brać-powiedziałam łamiącym się głosem.
-Nie możesz tak mówić. Dasz sobie ze wszystkim radę-mówił pewnym głosem.
-Nie mogę. Nie potrafię-dukałam.
-Owszem możesz, tylko musisz walczyć do końca i nie poddawać się nawet jeżeli będzie bardzo ciężko.
Już nic nie powiedziałam, bo usłyszałam jakieś chrząknięcie przy nas. Popatrzyłam w stronę z której dobiegał odgłos i zamarłam. Stali tam David i Joe. Spojrzałam na Matta i widziałam, że gotuje się ze złości.
-Czego?!-warknął mój przyjaciel.
-O jejku! Wspaniały Matt, obrońca uciśnionych. Uciekajmy David bo zrobi nam krzywdę-kpił Joe.
-Pytam czego chcecie-mówił rozzłoszczony Matthew.
-A co, nie wiesz? Chodzi nam o tą małą dziwkę-powiedział David z kpiącym uśmieszkiem.
-Zostawcie ją w spokoju!-Matt już nie wytrzymywał.
-Bo co nam zrobisz?
I w tym momencie Matt wstał, jednym ciosem powalił Joe na ziemię i posiłował się trochę z Davidem. Ostatecznie wygrał. Obaj leżeli poobijani na ziemi. Kiedy odsunął się od nich chwycił mnie za rękę.
-Chodź idziemy-wyszeptał.
W odpowiedzi delikatnie skinęłam głową i poszłam za przyjacielem. Przez cały czas byłam roztrzęsiona i zszokowana. Matt zaprowadził mnie do domu. Usiedliśmy razem na łóżku w moim pokoju. Chłopak mnie przytulił, ale nic nie mówił. Byłam mu za to niezmiernie wdzięczna. Nie miałam teraz ochoty na rozmowę. Nie wiem ile tak siedzieliśmy, ale w końcu chłopak się ode mnie oderwał.
-Pewnie znów nic dziś nie jadłaś. Chodź zrobię ci coś dobrego-powiedział delikatnie.
-Matt, ale ja nie jestem głodna, nie chcę-próbowałam się wykręcić.
-Musisz coś zjeść-po tych słowach zniknął za drzwiami, nie dając mi możliwości dalszego protestowania. Po jakimś czasie przyszedł do mnie z naleśnikami z czekoladą i owocami. Wiedział, że je kocham. Mimo to nie chciałam jeść.
-Matthew ja naprawdę nie chcę. Nie mogę-próbowałam się wykręcić.
-Jeżeli sama nie chcesz jeść to cię nakarmię-po tych słowach wziął do rąk sztućce i zaczął mnie karmić.
-Otwórz buzię, bo inaczej cała ta czekolada wyląduje na twojej twarzy-powiedział z uśmiechem. Ubrudził mnie delikatnie czekoladą, a ja chcąc uniknąć dalszego brudzenia mojej twarzy otworzyłam buzię. Naleśniki były pyszne.
-Dalej zjem sama, nie musisz mnie karmić-powiedziałam.
-A może ja chcę?-spytał.
-Matt...
-No dobrze, proszę-podał mi sztućce. Zjadłam danie, ale miałam ochotę teraz wybiec do łazienki i wszystko zwymiotować. Matt wiedział co chcę zrobić, znał mój problem, więc mi na to nie pozwolił. Zagadywał mnie na różne tematy byle btm tylko o tym nie myślała. I udało mu się. Porozmawialiśmy jeszcze kilka godzin o wszystkim i o niczym, pościeliłam Mattowi w pokoju gościnnym, wzięłam prysznic i sama się położyłam. Teraz Matt poszedł do łazienki. Miałam na niego poczekać, bo chciałam z nim porozmawiać jeszcze o Davidzie, bo tego tematu nie poruszałam wcześniej, ale czekając na przyjaciela zasnęłam.

niedziela, 2 lutego 2014

Informacja :D

   Hej! Chciałabym was przeprosić, że tak długo nie dodawałam nowego rozdziału, ale miałam ferie i byłam na nartach. Nie miałam tam dostępu do internetu. Czasu też brakowało. W najbliższym czasie powinien się pojawić nowy rozdział. I mam jeszcze taką prośbę : jeżeli to czytacie zostawcie komentarz :) Nawet nie wiecie jaką to daje motywację do dalszego pisania...