Obudziłam się dziś dość wcześnie. Dzień był ciepły, świeciło słońce, ktoś mógłby powiedzieć, że aż chce się żyć. Ja tego nie powiem. Takich dni nie lubię najbardziej. Wszyscy są szczęśliwi wśród bliskich, a ja? Siedzę sama i zadręczam się w myślach. Żeby to skończyć postanowiłam wcześniej wyjść do szkoły. Korzystając z tego, że taty nie ma w domu ubrałam swoje ulubione dżinsy i szarą bluzę. Na nogi włożyłam converse, a włosy związałam w kucyk. Wzięłam torbę i wyszłam z domu. Miałam jeszcze czas, więc do szkoły poszłam dalszą drogą, prze park. Po drodze myślałam o starych przyjaciołach. Kiedy się ocknęłam byłam już pod szkołą. Wciąż miałam czas do rozpoczęcia lekcji. Mimo wszystko powoli zaczęłam szukać sali, w której mam pierwszą lekcję. Szkoła była duża, więc miałam z tym problemy. Postanowiłam kogoś spytać o drogę. Postanowiłam zaczepić chłopaka, który ze swoją paczką stał najbliżej blisko mnie.
-Cześć. Sorry, że przeszkadzam, ale nie mogę znaleźć sali- w tym momencie obrócił się przodem do mnie. To był chłopak, na którego wczoraj wpadłam. Popatrzył na mnie z wyższością i kpiącym uśmieszkiem. Strasznie mnie irytował.
-Cześć. Jeśli chcesz zaprowadzę cię do tej sali, ale najpierw musisz mnie przeprosić za wczoraj- rozpoznał mnie. Cały czas mówił z ogromną pewnością.
-Nie mam zamiaru cię przepraszać. A o salę mogę spytać każdego-rzuciłam i zaczęłam się oddalać. Jednak chłopak uniemożliwił mi odejście, gdyż mocno złapał mnie za nadgarstek. Mocno zacisnęłam zęby, żeby nie syknąć z bólu. Powoli obróciłam się twarzą do niego.
-Czego?!-warknęłam.
-Grzeczniej-powiedział i zaczął się śmiać. W ślad za nim poszli jego znajomi. Nagle wszystkie wspomnienia do mnie wróciły. Tak bardzo chciałam zapomnieć. Zacisnęłam zęby jeszcze mocniej, żeby się nie rozpłakać.
-Za kogo ty się uważasz, żeby się tak do mnie odzywać? Jesteś zerem-mówił z ogromnym spokojem i obojętnością.
-Spierdalaj-rzuciłam gniewnie. Musiałam go tym rozgniewać, bo w jego oczach widziałam ogromną złość.
-Jesteś skończona! Nie masz życia w tej szkole!-krzyknął. Cała moja przeszłość, wszystkie te przykre sytuacje do mnie wróciły. Wiedziałam, że muszę być silna.
-Co mi robisz?! Uważasz się za niewiadomo kogo, a tymczasem sięgasz dna-powiedziałam to z udawanym spokojem.
-Jak śmiesz się tak do mnie odzywać szmato!!- teraz już się nie hamował.
-Pierdol się gnoju-warknęłam, wyrwałam rękę z jego uścisku i wolno odeszłam. Odeszłam kawałek i poczułam jak kręci mi się w głowie. Cholera! Podeszłam do ściany i się o nią podparłam. Wiedziałam, że to dlatego, że znów nic nie zjadłam. Usiadłam powoli, żeby nie upaść. Wiedziałam, że on to widzi i myśli że to przez niego. Podszedł do mnie szybko.
-I co szmato?! Teraz będziesz płakać?! Myślisz, że ci dzięki temu odpuszczę?!
Nic nie odpowiedziałam, chociaż miałam ochotę odpyskować. Nie miałam na to siły. Czułam się coraz gorzej. Wiedziałam, że to się może źle skończyć. Postanowiłam wyjść ze szkoły. Zaczęłam powoli wstawać, podpierając się o ścianę. Nie zwracałam uwagi na to, że on wciąż przy mnie stoi. Wiedziałam, że byłam strasznie blada. Z trudem stanęłam na nogach i wolno ruszyłam w stronę drzwi. Po chwili poczułam, że upadam. Nie miałam już siły. Usłyszałam wokół siebie jakieś krzyki, później widziałam już tylko ciemność.
Kiedy się ocknęłam nie do końca wiedziałam, co się stało. Wiedziałam tylko tyle, że czuje się okropnie. Kiedy otworzyłam oczy i rozejrzałąm sie wokół siebie poczułam się jak wtedy. Byłam tak przerażona, że zaczęłam krzyczeć. Po chwili byli przy mnie lekarze i zaczęli mnie uspokajać.
-Ciii. Już dobrze, jesteś bezpieczna.
Po tych słowach uspokoiłam się. Uświadomiłam sobie dlaczego tu jestem, uświadomiłam sobie, że to tylko okropne wspomnienia. Kiedy lekarze zobaczyli, że się opanowałam zaczęli mnie pytać.
-Czy wiesz dlaczego tu jesteś?
W odpowiedzi kiwnęłam lekko głową na tak.
-Kiedy ostatnio coś jadłaś?
-Wczoraj wieczorem-skłamałam.
-W takim razie to musiał być powód twojego zasłabnięcia, ale jesz stanowczo za mało.
Wiedziałam o tym. Nie powiedziałam nic.
-Zrobiliśmy ci badania. Poza tym wszystko jest w porządku, więc jeszcze dziś możemy wypisać cię do domu.
-To dobrze-powiedziałam cicho, wciąż osłabiona.
-Ale twój prawny opiekun musi cię odebrać.
Przecież tata wjechał. Nie mogłam powiedzieć lekarzom, że do końca tygodnia jestem sama. Nie jestem jeszcze pełnoletnia, więc mogli by zadzwonić do opieki społecznej.
-Dobrze, zadzwonię-powiedziałam cicho.
Jak powiedziałam tak zrobiłam. O dziwo tata odebrał. Powiedział, że przyśle po mnie jakiegoś wynajętego gościa, który się za niego poda. Tata dał mu swoje dokumenty. Jeszcze tego samego dnia wróciłam do domu. Na szczęście lekarze nie zorientowali się, że to nie mój ojciec. Kiedy zostałam sama w domu czułam się okropnie. Cała moja przeszłość, o której tak bardzo chciałam zapomnieć wróciła do mnie. To było straszne. Musiałam od tego jakoś uciec. Poszłam do łazienki i otworzyłam małe pudełeczko. Wyjęłam z niego żyletkę i pewnie zrobiłam kilka, dość głębokich, ran na nadgarstku. Czułam się trochę lepiej, ale ciągle nie dobrze. Postanowiłam wrócić do dawnego sposobu na zapominanie o otaczającym mnie świecie. Wyszłam z domu i ruszyłam w stronę klubu. W środku dosyć szybko znalazłam dealera. Miałam przy sobie pokaźną sumę pieniędzy. Kupiłam to, czego teraz tak bardzo potrzebowałam i wróciłam do domu. Później czułam się fantastycznie. Wszystko było kolorowe i takie wspaniałe. Nie wiem kiedy zasnęłam.
Pisz pisz pisz ♥
OdpowiedzUsuń